2015-05-18

Nasz ultramaratończyk Paweł Kuśnierz trzeci w Super GWiNT Ultra Cross

GWiNT Ultra Cross to pierwszy w zorganizowany w Wielkopolsce ultramaraton o charakterze przełajowym. W dniach 8-9 maja 2015 r. odbyła  się druga edycja tej  imprezy.

Trasa biegu prowadziła drogami nieutwardzonymi, w przeważającej mierze duktami i ścieżkami leśnymi. Odcinki asfaltowe ograniczone były do niezbędnego minimum.

Nazwa GWiNT wzięła się do pierwszych liter w nazwach trzech powiatów - grodziskiego, wolsztyńskiego i nowotomyskiego - przez które przebiega trasa ultramaratonu. Poza tym w Grodzisku, Wolsztynie i Nowym Tomyślu zlokalizowane były najważniejsze punkty na trasie biegu - starty oraz meta.

Obok dystansów 55 km (Mały GWiNT) i 110 km (GWiNT Normal) wprowadzony został po raz pierwszy w Polsce w biegach terenowych oficjalny dystans 100 mil (Super GWiNT). To właśnie na tym dystansie wystartował nasz pracownik Paweł Kuśnierz, który z czasem 17:52:19 zajął 3 miejsce. Serdecznie gratulujemy!

Oto co Paweł Kuśnierz sam napisał o swoim udziale w ultramaratonie:

Był to dla mnie jeden z najtrudniejszych biegów w życiu - na pewno najdłuższy - regulaminowe 161 km + kilkaset metrów błądzenia gratis.

Mimo że trasa była oznaczona co kilkadziesiąt metrów kolorowymi taśmami z elementami odblaskowymi, gdzieniegdzie namieszał wiatr i nieżyczliwi ludzie którzy pozrywali taśmy i strzałki. Organizatorzy dołożyli wszelkich starań aby biegło się jak najlepiej, punkty kontrolne i odżywcze co kilkanaście kilometrów z niesamowicie pomocną i sympatyczną obsługą. Trasę poprowadzono głównie przez lasy i drogi polne pomiędzy Grodziskiem, Wolsztynem i Nowym Tomyślem (stąd nawa GWiNT ) skąd finisz do Grodziska przez ostatnie 55 km - cały ślad i opis można obejrzeć na stronie organizatora http://www.ultragwint.pl/trasa/

Niezliczona ilość podbiegów dawała w kość mimo małych wysokości. Dużym utrudnieniem były też bardzo piaszczyste drogi leśne, ale o to chodziło żeby było trudno, bo wiadomo że „im trudniej tym łatwiej”.

Co do mojego biegu to do 51 km udało mi się biec zgodnie z planem - powoli, niestety na odcinku pomiędzy Wolsztynem a Nowym Tomyślem mocno przyspieszyłem mimo trudnego terenu i ciemności co przypłaciłem jedną wywrotką (zahaczyłem o korzeń), pobłądzeniem kilka razy i chwiejną przeprawą przez kłodę na rzece „Czarna Woda” (mimo liny prawie spadłem ). Po tym odcinku odechciało mi się wszystkiego i więcej maszerowałem niż biegłem, aż do 121 km w punkcie w Wąsowie gdzie po kilku podejrzliwych pytaniach sędziego „czy wszystko ok” ożyłem i zacząłem biec prawie cały czas z krótszymi przerwami na marsz, gdy coś jadłem-piłem i na podbiegach. Ostatnie kilometry udało mi się w większości przebiec mimo bólu, co mnie bardzo cieszy i daje nadzieję na progres w przyszłości. Ostatecznie czas 17:52:19 pozwolił zająć mi 3 miejsce.